piątek, 28 stycznia 2011

Czy wiesz, że... PONAD 99% Polaków jest w zasięgu Play

"?" 

Tego znaku interpunkcyjnego brak w powyższym stwierdzeniu. Na tym nie koniec, bowiem brak również faktów potwierdzających taki stan rzeczy. Przykład: Kraków, dzielnica Kliny Borkowskie, miejsce mojego aktualnego zamieszkania


















Pełen, fioletowy zasięg, wszystkie możliwe "kreski" na wyświetlaczu telefonu, gdyby mogły, wyskoczyły by poza jego zakres. Tak jest super.

Zakładam, że od września 2010 roku jakakolwiek zmiana zasięgu sieci jest związana z jego progresem, nie na odwrót. 

Rozumiem też, że pełen zasięg sieci P4 w miejscu mojego zamieszkania, od mojego pierwszego zalogowania w Play dnia 02.09.2010, nie uległ całkowitemu zanikowi ponad miesiąc później tj. w nocy z 10 na 11 października 2010 roku? Chyba nie miała miejsce awaria przekaźnika?

Zresztą, nawet zakładając teoretycznie taką sytuację "jestem" bezpieczny. Przecież telefon nie może zaakceptować zastępczej sieci, bez zatwierdzenia nawiązania połączenia przeze mnie - na tym polega opcja manualnego wyszukiwania sieci. 

Jak zatem ma miejsce połączenie transmisji danych z mojego telefonu poprzez przekaźniki Plus, skoro o 00:44 dnia 11.10.10 niczego nie świadomy śpię we własnym łóżku i zdecydowanie nie jestem lunatykiem?

Według jakiego prawa nie mogę od tamtego dnia uzyskać szczegółowego bilingu odnośnie połączenia, którego wykonanie jest przypisane mojemu numerowi? Przecież pytam o "moje" połączenie, więc żadna ustawa o ochronie danych osobowych nie może mieć tu zastosowania!

Inna kwestia, dlaczego sieć P4 nie operuje w zasięgu własnych przekaźników, ponosząc ewentualne koszty z tytułu korzystania z infrastruktury innych operatorów, jeśli zachodzi taka konieczność dla wywiązania się z obowiązków Play wobec abonenta?

Wychodzi na to, że nie jest tak różowo, o przepraszam: fioletowo.

ukłony dla UKE

"Jestem w domu" - chciałoby się rzec - moja sprawa została już odnotowana we właściwym miejscu zamieszkania departamencie UKE. 

Trzy dni, czyli szybko, sprawnie i wygląda też na to, że rzeczowo - niezmiernie miła odmiana w związku z mniej miłą sprawą.

Przynajmniej do tego momentu mam poczucie, że choć jakiś trybik w całej, urzędniczej machinie spełnia swoją powinność wobec podatnika bez zbędnej biurokracji.


Wymieniłem parę mali z Panem zajmującym ważne stanowisku w Play, które ma bezpośredni związek z klientem - Panem Dyrektorem Departamentu Obsługi Klienta. 

Każdorazowo moja korespondencja znajdowała - pod nazwą zgłoszenie telefoniczne klienta - dodatkowy wpis na koncie abonenckim. 

Szczerze przyznam nie za bardzo rozumiem tę procedurę, gdyż już po raz drugi ta sama Pani Konsultant (!) musiała znaleźć czas (około dnia roboczego) żeby się ze sprawą zaznajomić,  porównać z już zgłoszoną i dokonać jej zamknięcia. Moje proste założenie było takie, że prócz złożenia uprzednio - drogą formalną - wniosku na play24, chciałem zwrócić uwagę  na mój problem komuś jeszcze, powiedzmy z poza Biura Obsługi Klienta.


Doceniam fakt, że ktokolwiek - poza rzeszą Pań i Panów Konsultantów - znalazł czas na odpowiedź. 

Żałuję, że na ten sam wysiłek nie zdobył się nikt z trojga Państwa ze strony play-bloga, z Panem Rzecznikiem na czele. 

Mam nadzieję, że adresy mailowe umieszczone na stronie bloga są aktualne i nikt z Państwa klientów nie wysyła ich w próżnię?

Wiem, rozumiem, Państwo możecie się tego typu sprawami nie zajmować (podobnie, jak w domyśle Pan na stanowisku Dyrektora) niemniej nieładnie pozostawiać nadawcę listu bez odpowiedzi, nawet informującej o takim fakcie.

środa, 26 stycznia 2011

z prawa na lewo

Dziś, poza telefonem z Play i dodatkowym wyjaśnieniem tzw. "sprawy telefonu" - już wyjaśnionej ale rozumiem, że musiało stać się zadość - spokojnie. 

Pracuje - jak mnie poinformowano w rozmowie - dział prawny P4, pracują Państwo z UKE, aż dziwnie się czuję nie będąc dziś zmuszonym pracować - to znaczy zajmować się problemem, który spędza mi sen z powiek od już paru, dobrych miesięcy.

Przyznam, że nie wiem, jak częsta jest korespondencja operatora z UKE, jednak podanie do informacji każdorazowej zmiany związanej ze statusem sprawy, jest godną naśladowania praktyką. 

Co prawda zmienia się status zgłoszenia na moim koncie abonenckim, nie wiem jednak, kto daną sprawę prowadzi i raczej nie mam możliwości uzupełniania treści otwartego przecież wniosku.

Z jednej strony rozumiem, że tego typu rozwiązanie, mogłoby spowodować wydłużenie się czasu rozpatrzenia danego wniosku, z drugiej zaś prawdopodobnie zwiększyłoby szanse na zamknięcie odpowiedzi w jednej, a nie - jak ma to miejsce obecnie - w kilkunastu informacjach zwrotnych, ponieważ użycie słowa "odpowiedź" byłoby niezgodna z prawdą.

Abonent P4 nie otrzymuje informacji o zamknięciu zgłoszenia w żadnej z form dostępnych w szeroko pojętej telekomunikacji (email, sms, telefon). Odpowiedź pojawia się na koncie abonenckim, jak również jest przesłana w formie tradycyjnej, czyli w postaci listu. 

Zawsze wymaga to od klienta sieci Play wejścia na stronę operatora w celu sprawdzenia tej informacji, czy skrzynki pocztowej.

Źle nie jest, co nie oznacza, że nie mogłoby być lepiej, tym bardziej, że jak to się mówi "mądry ten, który uczy się na doświadczeniu innych", a Play, jako bodajże czwarty operator na rynku, miał ku temu wszystkie możliwe rozwiązania.


Może kiedyś, ktoś na taki system przystanie, wdroży i sytuacja dla obydwu stron stanie się bardziej znośna?


wtorek, 25 stycznia 2011

urodzinowy prezent w postaci wiedzy

Kto czyta, nie błądzi. Przyznam, że taki właśnie opis posiadał przez bardzo krótką chwilę ten blog. Teraz posiada już inny, choć to powiedzenie pozostaje dla mnie jak najbardziej aktualne.

Na skutek mojego małego śledztwa, rozwiązałem też mała zagadkę wcześniejszego zgłoszenia telefonicznego, którym jednak nie zamierzam zaprzątać sobie już więcej głowy, bo nurtują mnie ważniejsze kwestie ze strony P4, niż sprawa tego zgłoszenia.

Niemniej, w związku z powyższym ponownie wrócił do mnie argument, parokrotnie wcześniej już przytaczany na granicy nadużycia.

"W związku z ustawą o ochronie danych osobowych". 

Pierwsze, co powinno przyjść do głowy to świadomość, że skoro mowa o informacjach, które dotyczą bezpośrednio Nas, to jak najbardziej Nam należy się pierwszeństwo w ich wgląd.

Stąd wątek o wiedzy (tej nigdy dość). 

Dlatego dziś ponownie zostałem zmuszony zagłębić się w litery prawa i tak oto dotarłem do artykułu 159 paragraf 2 Prawa Telekomunikacyjnego, który w sposób dość klarowny reguluje pojęcie tajemnicy telekomunikacyjnej, na którą tak ochoczo operatorzy się powołują:


"2. Zakazane jest zapoznawanie się, utrwalanie, przechowywanie, przekazywanie lub inne wykorzystywanie treści lub danych objętych tajemnicą telekomunikacyjną przez osoby inne niż nadawca i odbiorca komunikatu, chyba że:
  1)  będzie to przedmiotem usługi lub będzie to niezbędne do jej wykonania;
  2)  nastąpi za zgodą nadawcy lub odbiorcy, których dane te dotyczą;
  3)  dokonanie tych czynności jest niezbędne w celu rejestrowania komunikatów i związanych z nimi danych transmisyjnych, stosowanego w zgodnej z prawem praktyce handlowej dla celów zapewnienia dowodów transakcji handlowej lub celów łączności w działalności handlowej".

W związku z czym, chyba znów powinienem zacząć zastanawiać się nad przyczyną takiego argumentowania moich wniosków przez osoby reprezentujące operatora.

Skoro nie zaistniało przestępstwo, jaki sens fatygować od razu Panów Policjantów, czy Panów Prokuratorów, na których jedynie ponoć wniosek można uzyskać informacje dotyczące mnie i moich poczynań w sieci telekomunikacyjnej? Ktoś chętny na odpowiedź?

aktualizacja nastąpiła około godziny 15:45 dnia 25.01.2011

Nie zdążyłem poprzednio wspomnieć, ale na decyzję Pani Lider ds. Obsługi Klienta zostałem zmuszony złożyć skargę, żeby nie nadużywać słowa reklamacja.

Sprawę zgłosiłem 24.01.2011 poprzez zapełnienie odpowiednią treścią formularza na stronie operatora. Status od zarejestrowania przez rozpatrywanie do zakończenia nie trwał długo (nie wiem, czy liczyć to na poczet zmieniającej się na korzyść Obsługi Klienta).

Około godziny temu zostałem poinformowany o zamknięciu sprawy, gdyż jak twierdzi Pani Konsultant (zapewne nr 7) w systemie figurują dwie, zarejestrowane przeze mnie sprawy o tej samej tematyce.


Szybko połączyłem fakty i pozostaje mi tylko domyślać się, że owa druga sprawa, to ta, zgłoszona prawdopodobnie przez Pana Ducha Świętego, który działał bez mojego upoważnienia. 

Cóż, żeby nie być niewdzięcznym podziękuję bardzo, jednak na odpowiedź będę musiał poczekać o dzień dłużej (również na telefon do BOK'u w celu podjęcia próby ustalenia tożsamości tej tajemniczej postaci)

telefony, telefony

Dziś mam urodziny.

Nie mówię o tym bez przyczyny, bo być może właśnie z tego powodu, ktoś za mnie wykonał telefon grzecznościowy do operatora.

Bowiem od dziś na stronie mojego konta abonenckiego znaleźć wpis o takim zgłoszeniu.




W grę wchodzi też druga możliwość, z grupy zjawisk paranormalnych - siła wyższa zadziałała w mojej sprawie, alleluja!

(ciekawe, co z tego wyniknie)

piątek, 21 stycznia 2011

9 grudnia 2010 odwołanie

Odwołanie.

Pismo odwołujące się od wcześniejszych decyzji w sprawie złożonych reklamacji, wysłałem 9 grudnia 2010 roku.

Tu, prawnie dozwolona jest tak zwana wolna amerykanka i takowa trwa do momentu przypomnienia o mojej sprawie Panu Playfor Two z funpage'a Facebooka. Pan Playfor Two zdaje się zajmuje miejsce (lub zastępuje), zaginionego w tajemniczych okolicznościach Pana Playfor One, z którym nieco wcześniej wymieniłem parę wiadomości - niestety również bezowocnie.

Moja wiedza od tamtego momentu uległa znacznemu poszerzeniu.

Wiem na przykład, że według artykułu 83 paragrafu 3 Prawa Telekomunikacyjnego, mam prawo na szczegółowym bilingu otrzymać informacje m.in. odnośnie czasu trwania połączenia.

Szukam, szukam i znaleźć nie potrafię:

Dane 11.10.2010 00:44:10 Internet Przes. danych 551600 kB

Gdzieś też przewija się informacja, mówiąca o numerze docelowym.

Bardzo pomagają mi przypadki, które opisują ich nieszczęśni autorzy, a które ku przestrodze można znaleźć w sieci:
www.czy-play-jest-okey.blogspot.com oraz www.echtenplay.blogspot.com.

Co więcej, wiem, że nie jestem w tym szaleństwie odosobniony.


Dnia 21 stycznia 2011 roku przychodzi odpowiedź.

Dwa dni od przypomnienia, że oto tam, gdzieś jest jakaś nierozwiązana sprawa i Pani Lider ds. Obsługi Klienta śpieszy z wyjaśnieniami.

Tym razem Pani Lider zauważa mój wniosek-pytanie o szczegółowy wykaz wykonanych połączeń. Zauważa, jednak w odmownym uzasadnieniu, przytacza treść artykułu 168 ust. 1, który mówi:

"Dostawca publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych jest obowiązany do rejestracji danych o wykonanych usługach telekomunikacyjnych, w zakresie umożliwiającym ustalenie należności za wykonanie tych usług oraz rozpatrzenie reklamacji”

W dalszej - już autorskiej części wypowiedzi Pani Lider czytam:

"Zgodnie z powyższym, nasza sieć rejestruje ilość przesyłanych i wysyłanych danych, które umożliwiają ustalenie należności za wykonanie usług oraz zweryfikowanie zasadności reklamacji.

Dlatego też Operator nie jest zobowiązany do gromadzenia danych o które Pan prosił".

Być może w moim mózgu zaczynają zachodzić procesy starcze, ponieważ mam problem z czytaniem-ze-zrozumieniem....

Zaraz, zaraz, przecież słowo "rejestracja" jest synonimem od słowa "zapis" także używając w stwierdzeniu bezokolicznika "gromadzić" ma Pani Lider zapewne na myśli jedno i to samo słowo.


Brawo, super, ekstra, ale co zatem Pani Lider miała na myśli?
Być może rzecz rozchodzi się o owy zakres rejestracji, ale jak to możliwe, by nie obejmował on numeru końcowego?


Grzebię dalej, choć szukać za daleko nie muszę - wystarczy spojrzeć na punkt drugi tej samej, króciutkiej ustawy, który mówi, coś zupełnie innego, niż to, co w uzasadnieniu zostało mi przekazane.

Otóż art. 168 pkt. 2 rzecze:

”Dostawca publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych przechowuje dane, o których mowa w ust. 1, co najmniej przez okres 12 miesięcy, a w przypadku wniesienia reklamacji - przez okres niezbędny do rozstrzygnięcia sporu.”

Wciąż nie mogę wyjść ze zdziwienia, jak osoba na tym, a nie innym stanowisku mogła nie doczytać kolejnego punktu. Jak ktokolwiek pracujący w Biurze Obsługi Klienta może przejawiać taką ignorancję?

Mogła.
Mogą? Tak się wydaje.

A w uszach dźwięczy mi, jak mantra powtarzana regułka przewijająca się w jakże mnogiej korespondencji z Biurem Obsługi Klienta:

"Informujemy, że Pana sprawa została dokładnie przeanalizowana. Zaznaczamy, że wszystkie zastrzeżenia zgłaszane przez naszych Abonentów są traktowane z najwyższą troską i uwagą."


Już niegodnie z prawem, ponieważ wszelka droga inna, niż administracyjna, sądowa - została tą niekompetentną odpowiedzią przekreślona - wysyłam ponownie odwołanie od odwołania.