Warszawa, wyjazd służbowy.
Dzień drugi, kiedy próby łączenia się z internetem przypominają czynność sprzed dwudziestu lat, poprzez modem analogowy.
Mając okazję, postanawiam odwiedzić najbliższy punkt Play, licząc że dowiem się o ewentualnym problemie z siecią, który przecież miejsce mieć może.
Ja, przyjezdny, ale wiem, że w każdej, dużej galerii handlowej (takiej jak ta, przy Pałacu Kultury, od strony dworca), znajduje się przynajmniej jeden punkt, któregoś z operatorów sieci komórkowej.
Znajduję.
W wejściu Pan Tatuaż (swoją drogą fajne dziary), sprawia wrażenie, jak gdyby pracował dzieląc etat na stanowiska ochrony i sprzedawcy, samemu zapewne nie wiedząc, czy ma nagabywać klientów ofertą, czy wciągać ich do salonu siłą.
Fajna sieć, fajna praca, bo nawet gumę można sobie porzuć. Niestety, tak zwany luz panujący w salonie, ma swój niemały udział również w jakości obsługi klienta.
Pan i jeden i drugi zupełnie nie wykazują ochoty, ni chęci w udzieleniu pomocy (a wydawać by się mogło, że klient to podstawa każdego interesu).
Argument niewiedzy ("nic mi o tym nie wiadomo") ma usprawiedliwić brak wykonania chociażby telefonu do Biura Obsługi. Mówi się trudno, żyje się dalej.
Przedsmak.
Postanawiam zatem połączyć się z BOKiem operatora.
Pan Konsultant nr 1 niestety również nie może mi pomóc - dostęp się do informacji, zawartych na moim koncie abonenckim, jest niemożliwy z powodu usterki w systemie operatora. Czyli problem trwa już od drugą dobę, bowiem szybko wraca pamięć o sytuacji z dnia poprzedniego - również nie mogłem połączyć się ze stroną play24.
Pozostaje zatem możliwość ostatnia: wysłanie krótkiego kodu i oto jest odpowiedź: suma na Twoim koncie wydana poza abonamentem wynosi 661,92 PLN.
Zdębiałem, zamarłem i po powrocie zaczynam akt kolejny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz