wtorek, 12 października 2010

akt drugi

Warszawa, wyjazd służbowy.

Dzień drugi, kiedy próby łączenia się z internetem przypominają czynność sprzed dwudziestu lat, poprzez modem analogowy.

Mając okazję, postanawiam odwiedzić najbliższy punkt Play, licząc że dowiem się o ewentualnym problemie z siecią, który przecież miejsce mieć może.

Ja, przyjezdny, ale wiem, że w każdej, dużej galerii handlowej (takiej jak ta, przy Pałacu Kultury, od strony dworca), znajduje się przynajmniej jeden
punkt, któregoś z operatorów sieci komórkowej.

Znajduję.

W wejściu Pan Tatuaż (swoją drogą fajne dziary), sprawia wrażenie, jak gdyby pracował dzieląc etat na stanowiska ochrony i sprzedawcy, samemu zapewne nie wiedząc, czy ma nagabywać klientów ofertą, czy wciągać ich do salonu siłą.

Fajna sieć, fajna praca, bo nawet gumę można sobie porzuć. Niestety, tak zwany luz panujący w salonie, ma swój niemały udział również w jakości obsługi klienta.

Pan i jeden i drugi zupełnie nie wykazują ochoty, ni chęci w udzieleniu pomocy (a wydawać by się mogło, że klient to podstawa każdego interesu).

Argument niewiedzy ("nic mi o tym nie wiadomo") ma usprawiedliwić brak wykonania chociażby telefonu do Biura Obsługi. Mówi się trudno, żyje się dalej.

Przedsmak.

Postanawiam zatem połączyć się z BOKiem operatora.

Pan Konsultant nr 1 niestety również nie może mi pomóc - dostęp się do informacji, zawartych na moim koncie abonenckim, jest niemożliwy z powodu usterki w systemie operatora. Czyli problem trwa już od drugą dobę, bowiem szybko wraca pamięć o sytuacji z dnia poprzedniego - również nie mogłem połączyć się ze stroną play24.

Pozostaje zatem możliwość ostatnia: wysłanie krótkiego kodu i oto jest odpowiedź: suma na Twoim koncie wydana poza abonamentem wynosi 661,92 PLN.

Zdębiałem, zamarłem i po powrocie zaczynam akt kolejny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz